Oddajmy głos Marcie:

Do mniej cierpliwych: zdjęcia znajdziecie pod tekstem 😉

„O 2:00 obudził mnie skurcz, ale nie myślałam, że to „już”. Wstałam do toalety i po drodze odeszły mi wody, jednak tylko ta część znajdująca się przed główką. Obudziłam męża, żeby pomógł mi sprawdzić czy wody są ok i żeby zadzwonił do położnej, że coś się zaczyna. Po tym stwierdziliśmy, że idziemy spać. Adrian oczywiście zasnął w minutę, mnie niestety już się nie udało, bo kolejny skurcz kazał wstać. Zadzwoniłam po fotografa, który chciał nam towarzyszyć i zrobiłam sobie delikatny makijaż.
Regularne skurcze pojawiły się ok. 3:00. Potem skurcze zaczęły przybierać na sile, więc włączyłam sobie nagrania do hipnoporodu i chodziłam po mieszkaniu. O 5:00 doznania były już na tyle mocne, że poprosiłam Adriana żeby zrobił mi kąpiel i zadzwonił po położną. Gdy tylko wskoczyłam do wody, akcja zrobiła się naprawdę dynamiczna. Zdążyłam zjeść kawałek tarty z warzywami i wypić herbatę. Po kilkunastu minutach pomiędzy skurczami niemal nie było przerwy. Mruczałam i kazałam polewać sobie brzuch gorącą wodą. Myśli starałam się skupić na nagraniach i oddechu. Nagle poczułam pęknięcie pęcherza płodowego i chęć parcia. Położnej nadal nie było (jak się pózniej okazało, zmyliły ją spokój i opanowanie telefonującego Adriana – myślała, że ma jeszcze dużo czasu). W oczekiwaniu na położną wstrzymywałam parcie ok.20 minut. Musiałam wyjść z wanny, bo tam było to zbyt trudne. Kiedy krzyczałam, że już nie dam rady wstrzymywać parcia, zjawiła się Eliza, a tuż po niej fotograf. Zdążyła umyć ręce i przez moment posłuchać tętna. Kiedy dała mi zielone światło na rodzenie, wskoczyłam do wanny i w trzech skurczach, samą ich siłą, bez parcia urodziłam Sonię o 7:04. Po wszystkim mogliśmy w rodzinnym gronie zjeść śniadanie i bez przeszkód cieszyć się wspólnie z danego nam cudu narodzin.
To był piękny i łagodny poród, w którym spełniły się moje marzenia: poród w domu, do wody, bez obrażeń i z reportażem w postaci zdjęć. Jestem super szczęśliwa. Bardzo dziękuję wszystkim, którzy się do tego przyczynili: Adrian Chrostowski, Eliza Leoniuk i Marcin Bałaban.”

Dziękuję Marcie i jej mężowi Adrianowi za zaufanie i zaproszenie do Pruszkowa; jechałem te 300km, nie mając pewności, czy zdążę. Okazało się, że dotarłem na miejsce dosłownie 5 minut przed narodzinami Soni.

Fotografia narodzin to wielkie i piękne przeżycie, to szansa, by towarzyszyć narodzinom i pierwszym wspólnym chwilom rodziców i ich dziecka.

Comments

comments