Sesja ślubna w górach, a tu spacer po pokręconym molo? Nie dziwcie się, z Anią i Maksymem nic nie jest zwyczajne. Począwszy od naszej wspólnej wycieczki w Beskid, jeszcze przed ich ślubem, gdzie Maksyma słowa „chodźmy tędy, na pewno jest tam jakiś skrót” skończyło się skakaniem przez strumyki i szukaniem zejścia z kilkumetrowego urwiska… Przez piękny pierwszy taniec na ich weselu kilka miesięcy po poważnej kontuzji nogi Ani. Tym razem nie mogło być inaczej. Porwali mnie z domu przed świtem, najeździliśmy się, nachodzili, a oni wciąż byli tak pełni energii i radości, że nie wiedziałem, kiedy nam dzień minął…

Comments

comments